Wybaczcie, Drodzy Czytelnicy, że tak długo nic nie pisałem, ale niestety egzaminy obowiązki uniemożliwiały mi wcześniej pisanie notek. Teraz natłok obowiązków został rozładowany, więc mogę znów pisać tutaj swoje przemyślenia.
Chciałbym skomentować krótko sprawę umowy ACTA, ale najpierw skomentuję pewien incydent, który wydarzył się w Krakowie. Otóż komunistyczny chłam znowu sprofanował pomnik (a właściwie popiersie) pułkownika Kuklińskiego, zamazując słowo "pułkownik", dopisując słowo "zdrajca" i wymalowując na cokole przekreślony akronim CIA. Prokuratura, upartyjniona doszczętnie i kontrolowana przez Platformę, umorzyła postępowanie, tak jak po poprzednim incydencie, ponieważ "sprawców nie udało się wykryć" - tak jak nie udało się wykryć sprawców zabójstw obydwu synów płk Kuklińskiego, choć można domyślić się, że były nimi sowieckie albo polskie służby specjalne.
(Swoją drogą, jeszcze bardziej niewybaczalne jest, że w zeszłym roku premier Wielkiej Brytanii David Cameron pojechał do Moskwy pokłonić się mordercy Aleksandra Litwinienki, brytyjskiego obywatela, Władimirowi Putinowi.)
Co do ACTA:
Samo podpisanie tego porozumienia bez jakichkolwiek wcześniejszych konsultacji społecznych, wbrew opinii ogromnej większości społeczeństwa, i odmawianie społeczeństwu prawa do zdecydowania o ratyfikacji w referendum jest wyrazem niebywałej bezczelności wobec społeczeństwa ze strony rządu, utrzymywanego przecież z pieniędzy podatników. Już sam fakt, że gdyby nie podatnicy, Tusk i członkowie rządu - w większości niezdolni do wykonywania jakiegokolwiek zawodu innego niż polityk lub urzędnik - nie mieliby nawet co jeść powinien skłonić Tuska i jego ministrów do pokornego zachowania wobec polskich obywateli. Niestety, podobnie jak osoby rządzące większością innych krajów świata, Tusk tak się nadął i zachłysnął władzą, że zachowuje się nadzwyczaj wyniośle wobec obywateli. (Podobnie jak inni polscy politycy.)
Teraz co do meritum. Tusk i jego ministrowie, np. minister Bogdan Zdrojewski, twierdzą, że wolności obywatelskie nie są zagrożone (mimo że już teraz są przez państwo polskie systematycznie ograniczane i nagminnie łamane, czego dowodem jest restrykcyjne w niemal wszystkich dziedzinach życia prawo i największa liczba podsłuchów na 1 obywatela w całej UE) oraz, że ACTA nie spowoduje żadnych zmian w polskim prawie. Bardzo podejrzana bajka. Do szermierzy tej tezy mam pytanie:
Jeśli umowa ACTA nie spowoduje żadnej zmiany w polskim prawie, to po co ją podpisano? Od kiedy to podpisuje się umowy międzynarodowe po to, by żadnych zmian w prawie nie wprowadzić? W normalnych krajach podpisuje się umowy międzynarodowe po to właśnie, by wprowadzić nowe przepisy.
Nie próbujcie się ratować doprecyzowaniem "ACTA nie wprowadzi żadnych istotnych zmian w polskim prawie", bo porozumień międzynarodowych nie podpisuje się po to, by nie wprowadzać żadnych istotnych zmian w prawie. Takie drobne zmiany można przeprowadzić zwykłą ustawą.
Oczywiście, argument ten był od zawsze fałszywy, gdyż ludzie, którzy dokładnie przeanalizowali ACTA, zauważyli, że wprowadzi ona co najmniej dwie istotne zmiany:
1) Da ona szerokiej grupie instytucji państwa polskiego, w tym np. NIKowi, dostęp do szerokiego zasobu prywatnych informacji na temat polskich obywateli, m.in. orientacji seksualnej, poglądów politycznych itd. Informacji, które każdy ma prawo zachować dla siebie. Te państwowe instytucje będą praktycznie mogły zrobić z tym informacjami, co zechcą. Dać im takie informacje to gorzej, niż dać małpie brzytwę.
2) Polscy urzędnicy będą mogli zamykać strony internetowe uważane przez nich za niepożądane i blokować dostęp do Internetu osobom uważanym za niebezpieczne dla państwa (tak jak w Chinach). Za swoje decyzje nie będą odpowiedzialni przed nikim. Jakie będą tego konsekwencje, patrz pkt. 1. Patrz też urzędnicy fiskusa i historie osób pokrzywdzonych przez fiskus, którym polscy urzędnicy zrujnowali życie, reputację, i firmy, jak np. Roman Kluska. Jeden z moich uniwersyteckich wykładowców został poważnie pokrzywdzony finansowo przez fiskus, ponieważ kupił sobie nowy dom, ale stojący na starych fundamentach, o czym on jednak nie wiedział, dopóki nie dowiedział się o tym fiskus i nie stwierdził, że wykładowca niesłusznie odpisał sobie od podatku ulgę na nowy dom, i kazał mu zwrócić tą ulgę wraz z odsetkami. Polscy urzędnicy od regulacji internetu będą zapewne nie lepsi niż urzędnicy fiskusa.
Na żądania referendum Tusk kłamliwie odpowiada, że byłoby to zrzucanie odpowiedzialności o podjęciu decyzji na barki obywateli i pyta, co by było, gdyby wszystkie najważniejsze decyzje w tej sprawie były "zrzucane na barki obywateli". Nie, to nie byłoby zrzucanie czegokolwiek na barki obywateli, to byłoby pozwolenie społeczeństwu wypowiedzieć się w sprawie, która jego bezpośrednio dotyczy. Ponadto, dotyczyłoby to sprawy ważnej, a nie błahej.
W demokracjach, w tym również w III RP, jest ustalona praktyka ustrojowa (choć nigdzie poza Szwajcarią nie jest to przepis konstytucyjny), że w najważniejszych sprawach przeprowadza się referendum. Tak było w Polsce w kilku najważniejszych sprawach, m.in. uchwalenia konstytucji III RP, uwłaszczenia i przystąpienia do UE.
Państwo polskie w ciągu ostatnich 22 lat uchwaliło (lub zaniedbało uchylić wcześniej uchwalone) setki bubli prawnych. Ale ACTA to wyjątkowo głupi, a zarazem niebezpieczny, bubel prawny. Powinien zostać odrzucony. Najlepiej w referendum.


